No i stało się... mamy się położyć do szpitala :(((
I to w trójkę - młodsza córa też! :(((
Niby na parę dni, na podleczenie a potem leczenie domowe ale obawiam się, że tak szybko nas nie wypuszczą ze szpitala :(
Pani doktor powiedziała, że jak będzie poprawa to do świąt nas wypiszą. Trzymam się tego jak ostatniej deski ratunku!!!
Może któraś z Was ma doświadczenia w leczeniu szpitalnym? Ile trzymają? Z tego co ja wiem, jak już "capną" pacjenta, to go nie wypuszczają łatwo z rąk. Boję się spojrzeć w kalendarz, co oznaczałoby 14 dniowe leczenie :///
Starsza córa nawet się cieszy - bidula jeszcze nie wie, co ją tam czeka :(
No nic, pożyjemy zobaczymy...
Nie będę odcięta od świata, bo moja kochana siostra zaoferowała mi przenośny internet :) Może dzięki temu tam nie zwariuję!
Dobra, zmieńmy temat...
Przypomniało mi się, jak w zeszłym roku zapakowałam moim siostrzenicom słodkości. Wtedy nie miałam jeszcze bloga, nie było więc to publikowane wcześniej. Zdjęcie kiepskie - wybaczcie :) Zrobione tuż przed rozpakowaniem.
Pomysł zaczerpnięty z książki o różnych ozdobach świątecznych. Troszkę zmodyfikowany, bo nie miałam wszystkich potrzebnych akcesoriów. Tak więc użyty był szary papier do pakowania (zamiast szarej torebki na prezent), druciki kreatywne jako rogi, czerwony pompon jako nos, reszta domalowana flamastrami no i dużo, duuużo zszywek :D Całość wyszła chyba fajnie :)
Tegorocznych prezentów jeszcze nie pakowałam, w obecnej sytuacji nie wiem, kiedy to zrobię...
Pozdrawiam Was, dziękuję bardzo za wszystkie życzenia i dobrą energię :)
Idę się posmucić i... pakować. Buuuuuuuuuuuuu :(((((((((((